poniedziałek 24 kwietnia 2017
CSR | OWES | Sieć Barka | BarkaUK | BarkaNL | BarkaIE | BarkaCA | INISE | GU | ES | CIS | Oferta

Apel o legalizację aborcji w Malawi

Wersja do wydrukuWyślij znajomym

STREET NEWS SERVICE
Lameck Masina

Obrońcy praw kobiet  w Malawi wzywają do ponownego rozpatrzenia ustawy aborcyjnej. Obecnie tylko matki, których życie jest zagrożone mogą dokonać aborcji. Aktywiści twierdzą, że ustawa musi zostać zliberalizowana ponieważ narusza prawo kobiet do wyboru. Jednak zarówno rząd, jak i pewne grupy religijne sprzeciwiają się tej inicjatywie. 

W Malawi rzadko publicznie porusza się kwestię aborcji. Dzieje się tak głównie z powodu drażliwości tematu, a także powiązanej z nim stygmatyzacji. Na bardziej niedostępnych terenach często traktowana jest jako tabu.

Z tego powodu znalezienie kobiety, która byłaby skłonna porozmawiać o przebytej aborcji graniczyło z cudem. Po kilku odmowach udało mi się jednak skontaktować z osobą, która zgodziła się na rozmowę.

Mieszka w Safarao, jednej z najbiedniejszych części dzielnicy Ndirande, w gospodarczej stolicy Malawi, Blantyre.

Spokojnie zaprasza do swojego jednopokojowego mieszkania, ale wciąż waha się przed podjęciem tematu. W obawie przed publicznym zgorszeniem oraz groźbą kary pragnie zachować anonimowość. Na potrzeby tego artykułu nazwiemy ją Rose.

„To się zdarzyło w 1994” – rozpoczyna swoją opowieść niepewnie i cichnie. Po kilku uspokajających słowach podejmuje wątek: „Mój chłopak wyparł się odpowiedzialności za tę ciążę. Więc nie pozostało mi nic innego jak poszukać pomocy w podziemiu aborcyjnym. Zielarka podała mi jakąś mieszankę ziół, żeby usunąć trzymiesięczną ciążę. Bardzo chciałam kontynuować naukę, poza tym byłam za młoda, żeby mieć dziecko. Miałam tylko szesnaście lat”.

Dwa dni po zażyciu mieszanki, Rose zaczęła odczuwać bardzo silne bóle brzucha. Wspomnienie nieznośnych skurczy budzi w niej przerażenie nawet teraz: „Po trzech dniach ból nasilił się. Nie mogłam chodzić i zupełnie straciłam apetyt. Kiedy zaczęłam krwawić z okolic intymnych zdałam sobie sprawę, że moje życie jest zagrożone”.

Rose powiadomiła swoich bliskich, którzy niezwłocznie zabrali ją do krajowego szpitala referencyjnego w Blantyre – Queen Elizabeth Central Hospital. „Nie powiedziałam lekarzom na oddziale położniczym co się stało. Kiedy odkryli, że poddałam się aborcji zaczęli na mnie krzyczeć. Ale na koniec zajęli się mną”. Rose została objęta opieką na tak długo aż poczuła się na tyle dobrze by wrócić do szkoły.   

Bezpłodność i ryzyko śmierci

Rose należy do tych kobiet, którym udało się szczęśliwie przeżyć zabieg wykonany w podziemiu aborcyjnym. Jednak wiele kobiet po nieprofesjonalnie przeprowadzonym zabiegu chirurgicznym bezpowrotnie traci płodność, a inne tracą życie próbując usunąć niechcianą ciążę.

Przedstawiciele służby zdrowia podają, że powikłania poaborcyjne są wśród wiodących czynników przyczyniających się do wzrostu wskaźnika umieralności okołoporodowej matek w malawijskich szpitalach. Ostatnie badania przeprowadzone przez fundusz badawczy Family Planning Research Trust wskazują, że powikłania poaborcyjne u dziewcząt w wieku szkolnym są odpowiedzialne za 16 do 40 procent przyjęć na oddziały ginekologiczne w szpitalach publicznych.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że na 19 milionów aborcji przeprowadzonych rocznie na świecie, 70 tys. kończy się śmiercią kobiet. Raport WHO wskazuje również, że większość przypadków śmiertelnych ma miejsce w krajach słabo rozwiniętych z restrykcyjnym prawem aborcyjnym, takich jak na przykład Malawi.

W związku z tymi zatrważającymi danymi, malawijscy obrońcy praw człowieka wzywają do ponownego rozpatrzenia ustawy aborcyjnej, która obecnie zezwala na dokonanie aborcji jedynie w przypadku zagrożenia życia ciężarnej kobiety.

Wśród zwolenników liberalizacji są m.in. organizacje rzecznicze Women and Law in Southern Africa (WILSA) oraz sekcja malawijska funduszu badawczego (Research Trust – Malawi Chapter), którego Krajowy Koordynator, Seode White, twierdzi, że obecne ustawodawstwo narusza prawa kobiet: „W tej chwili sprawdzamy do jakiego stopnia możemy zaangażować decydentów w liberalizację prawa i zapewnienie bezpiecznej aborcji dla wszystkich kobiet. To konieczne, bo w tym kraju mnóstwo kobiet umiera”.

Kara pozbawienia wolności

Aborcja według malawijskiego prawa karnego jest obecnie przestępstwem. Ustęp 149 krajowego kodeksu karnego karze osobę dokonującą zabiegu aborcji na 14 lat pozbawienia wolności, natomiast kobieta zabiegająca o wykonanie takiego zabiegu podlega karze 7 lat pozbawienia wolności.

Niedawno w centralnym regionie Dowa policja aresztowała czternastolatkę przebywającą w obozie uchodźców Dzaleka. Nastolatka przerwała ciążę po zażyciu ziół wywołujących poronienie, które dostała od swojego chłopaka. Oboje zostali wypuszczeni za poręczeniem sądowym i oczekują na rozprawę.

Sytuacjom takim jak ta White chce położyć kres. „Aborcja jest tu bardzo drażliwym tematem, dodatkowo ściśle związanym z kwestiami religijnymi. Ale to żadna wymówka – nam bardziej zależy na życiu dziewcząt, które mogą umrzeć z powodu niebezpiecznych aborcji. Uważamy się za organizację, która przemawia w imieniu biednych i wykluczonych kobiet, bez prawa głosu, które niepotrzebnie cierpią”.

Pozwolenie na wolny seks?

Jednakże nie wszyscy w tym w większości chrześcijańskim kraju są przekonani o potrzebie liberalizacji prawa aborcyjnego. David Odali, kierownik lokalnej organizacji praw człowieka Umunthu Foundation twierdzi, że liberalizacja ustawy aborcyjnej jest tożsama z daniem ludziom „pozwolenia na wolny seks”, co w rezultacie przyczyni się do zwiększenia ilości zakażeń wirusem HIV.

„Liberalizacja ustawy aborcyjnej wiąże się z ogromnym ryzykiem. Większość osób, które dokonały aborcji to kobiety i dziewczęta, które zaszły w ciążę na skutek lekkiego prowadzenia się. Nie chcą mieć dzieci, więc chcą aborcji. Jeżeli otworzymy się w tej kwestii aborcja stanie się szybko przedmiotem nadużyć, bo te kobiety, które z taką łatwością zachodzą w ciążę będą dalej prowadzić ten styl życia, wiedząc że nawet jeśli zajdą w ciążę mają możliwość jej usunięcia” – argumentuje Odali.

Szokujące obrazy

Wizyta w oczyszczalni ścieków w Blantyre to twarde zderzenie z rzeczywistością. Charles Limbe jest kierownikiem administracyjnym w Oczyszczalni Ścieków Zingwanga obsługiwanej przez radę miasta Blantyre . Opowiada o szokujących widokach, na które natykają się jego pracownicy gdy dokonują przeglądów zatkanych rur ściekowych.

„Czasami znajdują płody, niestety także martwe nowonarodzone niemowlęta. Zawsze gdy zdarza się coś takiego, od razu kontaktujemy się z policją, żeby przeprowadziła dochodzenie” – mówi. Dodaje, że szokujące znaleziska jego pracowników potwierdzają istnienie w kraju podziemia aborcyjnego oraz nielegalnych aborcji przeprowadzanych przez kobiety bez świadków, które pozbywają się płodów wrzucając je do studzienek – dużych rur ściekowych prowadzących do oczyszczalni.

Wsparcie dla biednych

White, działaczka na rzecz praw kobiet, twierdzi że w tej walce stawką są prawa ubogich dziewcząt pochodzących ze wsi, takich jak Rose, a także innych kobiet, które nie mają wystarczającej ilości pieniędzy by skorzystać z bezpiecznych zabiegów usuwania ciąży w prywatnych szpitalach. „Młode dziewczęta uprawiają niebezpieczny seks ponieważ w tym wieku ich zdolność analitycznego spojrzenia na własne życie jest na najniższym poziomie. W rezultacie udają się do nielegalnie działającej kliniki aborcyjnej i otrzymują najgorszą z możliwych obsługę. Niektóre z nich umierają, inne nie będą w stanie już nigdy mieć dzieci” - opowiada.

Jednakże w biednych dzielnicach Blantyre opinie są podzielone. „Aborcja powinna być zliberalizowana, ponieważ to najbezpieczniejszy sposób na zapobieganie niechcianym ciążom, szczególnie w przypadku gdy zawiodła antykoncepcja” – uważa Chiyamiko Chilundu, matka czwórki dzieci z dzielnicy Chilobwe w Blantyre. Natomiast Agnes Malunga, twierdzi, że najgorszą rzeczą jakiej mogłaby się spodziewać ze strony rządu jest liberalizacja ustawy aborcyjnej, co  jest  według niej „jednoznaczne z legalizacją zabójstwa.”

Grzech czy środek ostrożności?

Malawijscy przywódcy religijni i wodzowie plemienni uważają aborcję za grzech. Chociaż przyznają, że nielegalne podziemie aborcyjne stwarza ogromne ryzyko, nadal uważają że nie ma podstaw do legalizacji.

Generalny Sekretarz Synodu Kościołów Prezbiterian Środkowoafrykańskich w Blantyre (CCAP) stwierdza, że aborcja „nie jest dobra zarówno dla matki jak i dla dziecka.”

„Biblia wskazuje nam moment poczęcia nowego życia. Na przykład Rebeka, żona Abrahama była w ciąży z Ezawem i Jakubem, którzy walczyli w jej łonie. Możemy przeczytać to w Księdze Rodzaju. Taki był zamysł Boga by każdy się narodził i nikt tego życia odebrać nie może, bo byłoby to morderstwem” – mówi.

Urzędnicy Ministerstwa Zdrowia niechętnie ujawniają dane dotyczące podziemia aborcyjnego. Jednakże, po naszych naleganiach, jeden z urzędników powiedział nam, że niebezpieczne zabiegi usuwania ciąży odpowiadają za prawie jedną czwartą śmierci okołoporodowych matek w krajowych szpitalach. Inne statystyki pokazują, że wskaźnik śmiertelności okołoporodowej w Malawi znajduje się obecnie na poziomie 804 na 100 tys. żywych urodzeń – jest to jeden z najwyższych wskaźników w całej Afryce.

Rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, Henry Chimbali, twierdzi że rząd przeprowadził wywiad dotyczący rozmiarów podziemia aborcyjnego. Jego departament właśnie zakończył szacowanie kosztów leczenia i opieki nad kobietami, które przeszły zabieg nielegalnej aborcji.                                  

Według Chimbali legalizacja aborcji „nie jest odpowiedzią” na wzrost śmierci okołoporodowych oraz ryzyka jakie kobiety ściągają na siebie. „Jest jeszcze zbyt wcześnie by rozpocząć proces legalizacji aborcji. Poczekajmy najpierw na wyniki badań, ponieważ to da nam informację jakie następnie podjąć kroki.” Chimbali twierdzi, że wyniki będą znane „za miesiąc bądź dwa”, ale od razu ostrzega, że „nie uważa aby legalizacja aborcji była możliwa.”  

.