środa 20 września 2017
CSR | OWES | Sieć Barka | BarkaUK | BarkaNL | BarkaIE | BarkaCA | BarkaIS | INISE | GU | Oferta

Barka żegna śp. kard. Józefa Glempa

Wersja do wydrukuWyślij znajomym
Prymas Polski kard.Józef Glemp

Żył dla sprawy polskiej, był tam, gdzie potrzebował tego drugi człowiek – ten, który potrzebował wsparcia duchowego i materialnego, był bezdomnym, bezrobotnym, albo zwyczajnie – zagubionym w tym świecie – tak właśnie pamiętamy śp. kardynała Józefa Glempa, Prymasa Polski Seniora. Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka” działania Duchownego były szczególnie bliskie w kontekście szerzenia Nauki Jana Pawła II, dzielenia się świadectwem życia i podarowania nadziei na spełnienie religijne i obywatelskie. Dzisiaj, chyba każdy z nas chciałby mu podziękować za dar bycia dobrym. Zamiast tego spotkania, które jest już niemożliwym, pragniemy wsłuchać się w osobiste refleksje śp. kardynała Józefa Glempa, którymi podzielił się w rozmowie z Dominikiem Górnym, redaktorem „Gazety Ulicznej – kwartalnika gospodarki solidarnej”. „Ostatnie zwierzenie” – taki też tytuł należy nadać dzisiaj temu Spotkaniu w Słowie.  

 

 

 

Kierować się Fascynacją Prawdy
Z kardynałem Józefem Glempem, Prymasem Polski Seniorem, rozmawia Dominik Górny 

Ścieżka powołania Księdza Prymasa, dowodzi, że wiara odnajduje swoją tożsamość w otwarciu się na ludzi, którzy stają się dla nas mistrzami dobra.

– Pośród wielu wychowawców dane mi było mieć dwóch mistrzów na odcinku duszpastersko- hierarchicznym: Ojca Świętego Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. (Wymieniam te osoby z zażenowaniem małego ucznia). Czas i sposób mojego kontaktowania z tymi Mężami Kościoła był inny. W pewnym sensie można powiedzieć, że prymas Wyszyński był „nauczycielem“ Karola Wojtyły. Miał niesamowity dar przekazywania swojej wiedzy, również tej duchowej. Dzielił się nią w tak szczery sposób, że nakłaniał do usłyszenia jego słów z pełnym zaangażowaniem serca. Potrafił również wsłuchiwać się w to, co było godne wiary w innych ludziach. To był chyba najważniejszy dar, którym podzielił się z Karolem Wojtyłą. Umiejętność przyjęcia i wykorzystania tego daru stała się pomocna dla pontyfikatu Jana Pawła II – nazywanego przez wielu papieżem pojednania.

 

I to właśnie poczucie pojednania było najbardziej szczerym wymiarem wspomnianej „wiedzy duchowej“?

– Zgadza się, ponieważ zadania natury społecznej, religijnej czy kulturowej, z którymi mierzył się kard. Wyszyński, były podejmowane z Polską w sercu i dla jej duszy słowiańskiej, którą doskonale znał. Duchowa rzeczywistość w człowieku rodzi się bowiem ze świadomego przeżywania doświadczeń codzienności, szacunku do kraju, w którym mieszka. Ścieżka, którą podążał kard. Wyszyński, stała się bliska drodze kapłańskiej Karola Wojtyły.

Kard. Wyszyński sprzeciwił się stanowczo „obowiązkowi“ trwania przy marksizmie i leninizmie jako ostatecznym mechanizmie rządzenia światem. Dlatego też uwięziony był i odsunięty od życia publicznego. Nie pozwolił włączyć Kościoła w system kłamstwa i nieprawości. Podjął się dzieła Wielkiej Nowenny, czego zwieńczeniem okazał się Akt Zawierzenia Maryi oparty na Ślubach Jasnogórskich. Z kolei papież realizował postanowienia Soboru Watykańskiego II, postrzegając odrodzenie, już nie tylko dla Polski, ale i całego świata, w kategoriach bycia wiernym Ewangelii...

 

...otwarcia jej nie tylko jako Księgi, ale jako drogi życia...

– Trafnie pan to ujął... Papież w którymś momencie był na tyle „niewygodny“ dla władzy i pewnych osób, że bezpieczeństwo tej drogi przełamane zostało zamachem na jego życie.

 

W jakiej mierze nauka Ojca Świętego stała się dla Księdza Prymasa drogowskazem do spełniania własnego powołania?

– To, co papież podarował nam i światu w swojej nauce, wykładzie i przykładzie życia, to ukazanie tego, iż trzeba być wiernym Tradycji Kościoła. Z całego jego pontyfikatu, za szczególny dla kształtowania naszej duchowej świadomości, poczytuję sobie jeden gest, który uczynił w trakcie trwania Wielkiego Jubileuszu. Otóż, o ile papież lubił pielgrzymować, o tyle wtedy skoncentrował się bardziej na przyjmowaniu u siebie – w Watykanie – gości jubileuszu. Był to najbardziej wymowny znak tego, że swoje powołanie przeżywać powinienem jako zaproszenie do odgadnięcia obecności dobra; bycia bardziej ludzkim, co dokonać się może najpełniej przez kontakt z drugim człowiekiem. Od strony społecznej „gest“ ten był niczym „kairos“ wejścia Kościoła w czas trzeciego tysiąclecia. Papież napisał zresztą dwa listy apostolskie, które nakłaniały do refleksji, jak wyjść naprzeciw złu, które nie przestaje być czujne.  

 

Na ile konfrontacja ze złem pozostaje dziś dla nas „wejściem“ na ścieżkę bycia wiernym nauczaniu kard. Stefana Wyszyńskiego i papieża Polaka?

– „Wyjście naprzeciw złu“? Najczęściej zło nie lubi być wyizolowane, a w uszach Kościoła ciągle brzmią słowa Chrystusa: „Idźcie na cały świat...“, taki, jaki jest. Mimo trudności trwamy przy nauce apostołów. Dzieje się tak, ponieważ Polakom różnych pokoleń bliska jest nowa ewangelizacja, którą pięknie dziś realizuje papież Benedykt XVI. Istotą tej ewangelizacji jest bowiem to, żeby Chrystus był obecny w różnych zakątkach świata w imię koniecznej przeciwwagi dla istniejącego zła...

 

...aby jak podpowiada tytuł jednej z książek kard. Stefana Wyszyńskiego, tworzyć „Kościół w służbie narodu“...

– Cieszę się, że nawiązał pan do tej publikacji, do której powracam do dziś, ucząc się, że pamiętać trzeba o roli pojedynczego człowieka, który ten naród tworzy. A spełniać będzie on ową funkcję, jeśli nie odstąpi od umiłowania prawdy, zachowa wolność istniejącego w nim Bożego ducha, co uchroni go od wyzbycia się tożsamości człowieczeństwa i zagubienia się w życiu. Naród jest szczególną formą wspólnoty dającą podstawy do dziękczynnej modlitwy.

 

Szczególnym wyrazem modlitwy wyrażającej przeżycia Jana Pawła II pozostaje jego poezja. 

– Z talentem do przekazywania prawdy na sposób poetycki trzeba się urodzić, co zapewne doskonale pan rozumie jako dziennikarz i poeta. Słowo pisane pokazuje, jak dotykać z szacunkiem mistyki cierpienia i krzyża. I choć Tryptyk rzymski papieża jest mi najbliższy, to cenię sobie również utwory literackie Karola Wojtyły.

Przez poezję można docierać do prawdy, korzystając z form „wielkiej kultury“. Poezja jest dla mnie drogą przyjścia do drugiego człowieka, ukazania, z jaką ufnością umiłować jego nadzieję. W przypadku papieża jest to zapis odczuć związanych z braterskim ukochaniem dosłownie każdego – osoby bezdomnej, opuszczonej, artysty, polityka; pragnieniem pokazania, że odwaga rodzi się w człowieku, nie ze względu na jego psychologiczne właściwości, ale przekonania głęboko religijne. Takie też odziedziczyłem duchowo po Ojcu Świętym Janie Pawle II i kard. Stefanie Wyszyńskim. Był taki szczególny moment, gdy po raz pierwszy to sobie uświadomiłem.

Otóż, po śmierci kard. Wyszyńskiego poproszono mnie na ósme piętro kliniki Gemelli, abym przedstawił się Janowi Pawłowi II jako nowy prymas. Papież był wtedy po drugiej operacji. Podszedł do mnie i chwycił za ramię. Jego spojrzenie zdawało się szeptać rytmem serca: „Nie chcę od ciebie zbyt wiele, tylko spełniaj wiernie swoje powołanie, a ja będę się o to modlić“. Dało mi to do zrozumienia, że szczęście w życiu polega na tym, aby niezależnie od wszelkich słabości i lęków czynić to, co można, co jest realnie możliwe i wynika ze zrozumienia słów modlitwy zanoszonej co dzień do Boga, którego obecność mówi: „Nie lękajcie się“. Dlatego też, niezależnie od tego, kim jesteśmy i na jakim etapie wiary się znajdujemy, warto kierować się fascynacją Prawdy.