środa 20 września 2017
CSR | OWES | Sieć Barka | BarkaUK | BarkaNL | BarkaIE | BarkaCA | BarkaIS | INISE | GU | Oferta

Chroniąc posłańca

Wersja do wydrukuWyślij znajomym

Street News Service
Danielle Batist

Gdy dotknięty klęską głodu Sudan Południowy w lipcu proklamował swoją niepodległość, czekała go długa lista zadań do wykonania. W ogromie problemów związanych z  bezpieczeństwem, niedożywieniem, opieką zdrowotną, edukacją i infrastrukturą, kwestia rozwoju mediów wydaje się być z góry przegrana. Pomimo to, w Dżubie działa i nie poddaje się pewna niezależna stacja radiowa.

Roger Alfred dorastał w przekonaniu, że dziennikarstwo to bardzo niebezpieczny zawód. Dla tego 19-latka mówienie prawdy było jednoznaczne z narażaniem życia. Podczas wojny domowej niezależne media w Sudanie Południowym nie istniały. Każda próba krytyki rządu północnego groziła surową karą, z utratą życia włącznie. W latach 80. i 90. reporterzy odnoszący się krytycznie do rządu padali ofiarą brutalnego reżimu.

Jedną z ofiar był jego ojciec. Chłopak zna każdy szczegół tej historii, mimo że wydarzyła się, gdy był jeszcze niemowlęciem. Jako przewodniczący komitetu Justice and Peace Committee (Komitet Pokoju i Sprawiedliwości) z siedzibą w stolicy Sudanu Południowego, Dżubie, ojciec Rogera walczył o niepodległość na arenie międzynarodowej. W kulminacyjnym momencie II wojny domowej pisał artykuły do gazet, a także starał się dotrzeć do opinii międzynarodowej wysyłając listy do ONZ, w których domagał się interwencji i przeciwdziałania przemocy w Południowym Sudanie. Gdy wieść o listach dotarła do Chartumu, ojciec zaczął otrzymywać ostrzeżenia. Nie zaprzestał jednak działalności aż do dnia, w którym jego odwaga przyniosła tragiczne skutki. Widocznie wzruszony Roger opowiada: „Po prostu go zabili. Uważali, że będzie sprawiał problemy”.

Działania ojca wywarły ogromny wpływ na życie Rogera. W kraju, w którym niezależne media praktycznie nie istnieją – pomimo porozumienia pokojowego z 2005 roku, które w lipcu bieżącego roku doprowadziło do odłączenia się Sudanu Południowego – Roger postanowił wzorem ojca zostać dziennikarzem. W styczniu, tuż przed referendum w sprawie niepodległości Sudanu Południowego, dołączył do zespołu Radia Bakhita, rozgłośni społecznej prowadzonej przez Sudańską Katolicką Sieć Radiową (Sudan Catholic Radio Network).

Rozgłośnia Bakhita przy pomocy środków uzyskanych od Szkockiego Katolickiego Międzynarodowego Funduszu Pomocowego (SCIAF) wyprodukowała programy wspierające pokój przed referendum ws. separacji. Stacja rozpoczęła swoją działalność w 2006 roku w maleńkim studio mieszczącym się w dwóch kontenerach. Szacuje się, że codziennie audycjom przysłuchuje się około 700 tys. ludzi. Dzięki nowemu masztowi wysokiemu na 72 m, rozgłośnia dociera do wiosek oddalonych o prawie 250 km. Programy nadawane są w języku angielskim i arabskim, a także lokalnych – dinka i bari.

Radio to najskuteczniejszy środek przekazu w Południowym Sudanie. Odsetek analfabetyzmu jest tu bardzo wysoki: dwie na trzy osoby nie potrafią czytać ani pisać. Natomiast wiele z nich ma radia na dynamo otrzymane od organizacji charytatywnych. Audycji radiowych słucha się zbiorowo, bardzo często zdarza się, że przy jednym odbiorniku zbiera się sześć, siedem osób.

Prezenter radiowy Emmanuel Tombe (22 lata), podobnie jak Roger, osobiście przekonał się z jakim ryzykiem wiąże się walka o wolność słowa. Jego ojciec także poniósł konsekwencje otwartego sprzeciwu wobec reżimu. Jako organizator pokojowych protestów został zatrzymany przez Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) i przewieziony do cieszącego się złą sławą „białego domu”, tajnego więzienia, w którym stosowane są tortury i skąd nikt jeszcze nie wrócił.

Podczas ubiegłorocznych wyborów rząd zamknął Radio Bakhita i zarekwirował sprzęt. To wydarzenie nie odebrało Emmanuelowi chęci do pracy: „Chcą nas po prostu zastraszyć. Nie lubią lokalnych dziennikarzy, ponieważ to my docieramy do społeczeństwa, a ono powinno głosować na władze. Kiedy Al-Bashir dotarł na Południe, rozmawiał tylko z zagranicznymi dziennikarzami, a nie z nami. Musieliśmy prosić ich o informacje do naszych audycji. To pokazuje, że rząd zdaje sobie sprawę jak daleki mamy zasięg”.

Podobnie uważa prezenterka radia Catherine Baatingo (23): „ Słucha nas całe społeczeństwo. Ludzie myślą, że jesteśmy rozgłośnią katolicką, ale nasze programy pokrywają wszystkie aspekty życia. Nasi słuchacze to katolicy i nie-katolicy. Dzwonią do nas ludzie, którzy mówią: ‘Mam na imię Hassan, dzwonię stąd i stąd’. Z naszymi audycjami utożsamiać mogą się wszyscy. Gramy też muzykę, żeby przynieść słuchaczom trochę ulgi”.  

W okresie poprzedzającym osiągnięcie niepodległości, Bakhita zajmowało się tematami, o których wszyscy myśleli, ale o które bali się pytać. „Odpowiadaliśmy na pytania słuchaczy, np. co stanie się z ludźmi powracającymi do kraju? Czy nadal mają prawo do ziemi, którą zostawili tak dawno temu? Czy osoba, która głosuje za separacją, a której partner pochodzi z Północy, musi opuścić kraj? Zajmowaliśmy się też kwestią tożsamości narodowej, którą musimy zacząć budować”.

Emmanuel przyznaje, że jest to trudne zadanie w kraju zniszczonym pięcioma dekadami wojny domowej: „Ludzie nie myślą o jedności Sudanu. Jako dziennikarze możemy przedstawić wyważony komunikat i spojrzeć na problem z różnych perspektyw, ale większość ludzi tego nie potrafi. Myślą tylko o tym ilu członków rodziny stracili”.

Mimo wszystko Catherine wierzy, że zjednoczenie jest możliwe, bo wszystkich Południowców łączy wspólne pragnienie niepodległości. „Ludzie pytają mnie dlaczego niepodległość jest dla nas tak ważna. Równie dobrze ja mogłabym spytać czy woleliby mieszkać we własnym domu na takich zasadach, jakie sami stworzyli, czy ograniczeni  rozkazami oprawcy. Przed takim właśnie wyborem stoimy – żadnym”.

„Nagrywamy audycje z dziećmi, w których prosimy je o odczytanie różnych komunikatów do ich młodego państwa. Np.: ‘Nie chcemy więcej wojny’. To wzrusza wszystkich, niezależnie od pochodzenia” – dodaje.

Emmanuel jasno widzi rolę Radia Bakhita w niezależnym Sudanie. Teraz, gdy nie istnieje już podział Północ-Południe, należy skupić się na zjednoczeniu ludzi Południa. Konflikty plemienne dzieliły Południe tak długo jak trwała wojna, ale nadszedł wreszcie czas, by się zjednoczyć. „Musimy pomóc stworzyć pojednanie w ludziach” – mówi.

Tymczasem Roger Alfred prawie zakończył kurs dziennikarstwa. Jest przekonany, że niezależne media są teraz w Południowym Sudanie potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. „Wreszcie mamy swój własny rząd. Społeczeństwo musi być informowane o dobrych i złych posunięciach polityków. Historia mojego ojca sprawiła, że jestem silniejszym człowiekiem. Myślę, że gdyby widział mnie teraz, byłby ze mnie dumny”.

Jak pomóc

SCIAF wspiera niezależne Radio Bakhita w jego działaniach. Aby wspomóc pracę SCIAF w Sudanie i innych częściach świata, wejdź na www.sciaf.org.uk bądź zadzwoń 0141 354 5555.  

 

.