poniedziałek 23 października 2017
CSR | OWES | Sieć Barka | BarkaUK | BarkaNL | BarkaIE | BarkaCA | BarkaIS | INISE | GU | Oferta

Gazeta Wyborcza: "Prezydent chce wychowywać społeczny margines"

Wersja do wydrukuWyślij znajomym
Kontenery rozwiązaniem problemu marginesu

W dniu 05.07.2010 ukazał się w Gazecie Wyborczej Poznań wywiad z Tomaszem Sadowskim o tytule "Prezydent chce wychowywać społeczny margines". Rozmawiała Pani Maria Bielicka.

"Kontenery, do których władze miasta chcą przeprowadzić "najtrudniejszych" lokatorów, to przyznanie się do porażki i wstyd dla całego Poznania - mówi Tomasz Sadowski, psycholog, szef Fundacji Barka. Niedawno w "Gazecie" napisaliśmy o planowanych jeszcze na te wakacje wyprowadzkach z komunalnych kamienic samotnych mężczyzn, którzy nie płacą czynszu, a do tego piją, awanturują się i dewastują mieszkania. Mają oni przenieść się do kontenerów, takich samych jak te, które służą za zaplecze socjalne na budowach. Tyle że te tzw. pawilony socjalne będą na 18 m kw. mieściły nie tylko pokój, ale też kuchenkę i łazienkę.

Pomysł budzi kontrowersje: jedni uważają, że kontenery to w końcu nie eksmisja na bruk i wspierają władze miasta w działaniach na rzecz rozwiązania problemu "trudnych" lokatorów. Inni uważają, że takie decyzje nie powinny być podejmowane nawet wobec ludzi, którzy akurat teraz nie radzą sobie z rzeczywistością, bo ten "margines" nie jest wcale taki wąski.

By skutki tworzenia kontenerowego getta załagodzić, miasto chce postawić na resocjalizację osób wyprowadzonych do kontenerów. Jednak Lidia Leońska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie uważa, że takie działania skazane są na niepowodzenie. Czy rzeczywiście tak jest?

Rozmowa z Tomaszem Sadowskim 

Maria Bielicka: Czy Fundacja Barka podjęłaby się pracy z ludźmi, którzy nie pracują i całe dnie spędzają na piciu? Miasto chce ich wysłać do kontenerów na przedmieściach. 

Tomasz Sadowski: Zajmujemy się tym od 20 lat z dobrym rezultatem. Od półtora roku do solidarności z najsłabszymi staramy się przekonać samorządy, w tym prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego i jego zastępcę Mirosława Kruszyńskiego. Przekonujemy, że takie działania, jak nasze, to dla najsłabszych grup społecznych jedyna szansa skorzystania z wolności. Chętnie byśmy podjęli się ich resocjalizacji i oczywiście weźmiemy udział w konkursie, który zamierza w tej sprawie ogłosić miasto. Szkoda tylko, że to wszystko tak długo trwa...

A sam pomysł stawiania kontenerów? 

- To demonstracja naszej nieudolności w rozwijaniu współpracy ze środowiskami organizacji pozarządowych, a także wstyd dla całego poznańskiego środowiska.

Dlaczego? 

- Bo po pierwsze to rozwiązanie siłowe, a jak mówi Powszechna Karta Praw Człowieka z drugim człowiekiem nie można mierzyć się na siły. Tym bardziej nie powinna robić tego administracja wspólnoty lokalnej. W XXI w. wszelkie ułomności człowieka, w tym uzależnienia, należy poddać profesjonalnemu leczeniu, rehabilitacji i aktywizacji. A w tym przypadku przeprowadzka do kontenerów to dalsze zmarginalizowanie tych, którzy już są na marginesie społecznym i ekonomicznym, co więcej wygląda na to, że tam pozostaną. Środowiska, które nie otrzymały wsparcia w czasach szybkich przemian, dla których nie ma odpowiednich strategii rozwoju, którym się zwyczajnie nie pomaga, są pozostawione samym sobie, z niskimi kwalifikacjami i nie potrafią już nic w swoim życiu zmienić. Warunkiem godnego życia osób uzależnionych jest terapia, a potem edukacja.

Jak ich do terapii namówić? 

Dziś zajmuje się tym wiele organizacji, na przykład Monar, Sieć Organizacji Barki, Stowarzyszenie Pogotowie Społeczne czy Stowarzyszenie Etap. Specjalizują się one w pracy z ludźmi zagrożonymi marginalizacją, towarzyszą im w rozwijaniu abstynencji, edukacji i przedsiębiorczości. Mają odpowiednie przygotowanie, doświadczenie i system organizacyjny. Sukces nie następuje łatwo, ani szybko, ale jest gwarantowany, no powiedzmy w większości przypadków. Oceniam te szanse w pierwszym roku na ok. 60 proc.

Miasto też mówi o resocjalizacji... 

- Z tym, że głównie koncentruje się na pasywnej pomocy społecznej i ogranicza się w zasadzie do zasiłków. Wprowadzenie kontenerów to rozwiązanie czysto administracyjne. Tymczasem trzeba zastanowić się, jak pracować nad zjawiskiem postępującej marginalizacji najsłabszych mieszkańców. Nie: gdzie tych ludzi przenosić, ale co z nimi możemy wspólnie zrobić? A zwłaszcza należy zastanowić się, jak pracować z ludźmi, żeby odzyskali równowagę i szansę na normalne życie, wychodzili z mieszkań socjalnych.

Różnica tkwi więc w samych założeniach programu? 

- Właśnie na tym polega spór profesjonalnych środowisk z administracją. Ja uważam, że tym ludziom można i trzeba pomóc. Prezydent Grobelny, opierając się na opiniach własnych służb, uważa, że najbardziej efektywne są rozwiązania restrykcyjne. Przedstawia opinię, że trzeba ich ukarać, wystraszyć i przy okazji wychowywać innych. Spora część ojców wierzy w takie "pedagogiczne" metody, ale po czasie te poglądy zweryfikuje. Tymczasem u kogoś, kto jest zdegradowany, straszeniem się niewiele wskóra, bo nie ma czym go straszyć - taki dorosły niczego się nie boi, bo wychodzi z założenia, że gorzej nie może już być. W ten sposób nie da się go nastawić na nowe tory. Na wszelkie związane z tym próby reaguje protestem i idzie w zaparte. Potem przyjmuje postawę "róbcie ze mną, co chcecie". Zresztą nie wierzy, że coś się może zmienić w jego życiu na lepsze, nie wierzy, że może żyć jak człowiek.

Przeprowadzka do kontenera tej postawy nie zmieni? 

- Ci ludzie nieadekwatnie reagują na swoją sytuację, więc się nie zmienią - dalej będą pili, tyle że w bardziej "syberyjskich" warunkach. To donikąd nie prowadzi. A przesuwanie ludzi z miejsca na miejsce nie jest właściwe w jakiejkolwiek sytuacji.

Czy mieszkając w kontenerach, mogą stoczyć się jeszcze bardziej? 

- Bardziej to już chyba nie bardzo można. Ale nie chciałbym się dowiedzieć, że w ciągu roku połowa została wywieziona na cmentarz.

Sądzi pan, że popełnią samobójstwo? 

- Pijąc na umór już popełniają samobójstwo.

Zamarzną? 

- Zapiją się i zamarzną.

MOPR twierdzi, że tym ludziom nie da się już pomóc... 

- Z pozycji MOPR-u rzeczywiście nic nie da się zrobić, bo pracownicy socjalni aktualnie praktykują urzędniczy system pracy, zajmują się dystrybucją świadczeń i mają mało możliwości realnej pomocy w ekstremalnych sytuacjach. Podobnie wydział zdrowia Urzędu Miasta. Ale organizacje, które mają doświadczenie w pracy z ludźmi w ekstremalnych sytuacjach, wiedzą, co trzeba robić, żeby im pomóc. Są po prostu bliżej tych, dla których urzędnik niewiele może zrobić. Poza tym nie wolno mówić, że nic nie da się zrobić, bo życie ludzkie trzeba ratować do końca, nawet jeśli czasem się to nie powiedzie. Nie ma we mnie zgody na taką kulturę społeczną, która opiera się na założeniach, że każdy, w każdej sytuacji musi sobie radzić sam.

Jaka jest alternatywa dla kontenerów? 

- Wytypowanych przez Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych pijących dłużników należałoby skierować do jednego z czterech działających na terenie naszego miasta Centrów Integracji Społecznej. Mamy takie ośrodki przy ul. Darzyborskiej, na Zawadach, na Dąbrowskiego i na Piątkowie. Część z nich prowadzą organizacje w sieci Barka, a część inne. Większość ludzi, którzy tam trafiają, ma podobne problemy, jak "niewygodni" lokatorzy mieszkań komunalnych. To nie są dla nas żadne nadzwyczajne sytuacje. Roczna edukacja w takich centrach zaczyna się często rozpoznaniem uzależnień i przerywana jest na okres kuracji uzależnień. Po leczeniu jest duża szansa, że jako abstynenci usamodzielnią się i znajdą pracę lub stworzą własne spółdzielnie socjalne. Na początku często pracują w przedsiębiorstwach stowarzyszeń.

Czym zajmują się "ozdrowieńcy" w spółdzielniach i stowarzyszeniach? Większość przecież niewiele potrafi. 

- To nie jest prawda. Ludzie mają różne talenty i zdolności do przystosowania, które przykrywają kompleksy czy uzależnienia. Trzeba trochę, z życzliwością, nad nimi popracować, przecież są to pełnoprawni obywatele.

Czy kierowanie do centrów to nie siłowe rozwiązanie? 

- Ależ skądże, każdy decyduje sam, czy chce się leczyć. Dla funkcjonowania tych instytucji są ustanowione odpowiednie ustawy. Ale my, korzystając z nabytego doświadczenia, wiemy, jak ich zaprosić do współpracy i podnieść zaufanie.

Kto płaci za taką integrację? 

- Samorządy, to jest od dawna ustalone. W Poznaniu centra otrzymują po 500 zł miesięcznie za każdego uczestnika tych programów, a oni sami zasiłek integracyjny w wysokości około 700 zł z funduszu pracy.

A co proponowałby pan zrobić z kontenerami? 

- Szkoda, że zostały już kupione, ale pewnie jakoś dałoby się je zagospodarować przez partnerów władz samorządowych, czyli organizacje..."

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

 

 

.

ZałącznikWielkość
Poznan President instructs social margin ENG (PDF file)502.89 KB