środa 26 listopada 2014
CIS | Sieć Barka | BarkaUK | BarkaNL | BarkaIE | BarkaCA | Oferta | INISE | WCES | EkonomiaSolidarna

GW: Oswajają wstrętne puszki. Jak się żyje w osiedlu kontenerów?

Wersja do wydrukuWyślij znajomym
Kontenery rozwiązaniem problemu marginesu

"Każdy robi, co może, żeby oswoić dla siebie te wstrętne puszki. Ale tu się nie da żyć - powtarzają najemcy kontenerów, w których władze Sosnowca lokują najbiedniejszych mieszkańców miasta.

Po ponad roku urzędnicy są z projektu zadowoleni i kupią niedługo za 1,5 mln zł kolejnych pięć kontenerów. Teraz w 10 modułach jest już 50 ciasnych mieszkań, a prawie wszystkie zapełnione lokatorami.

"Na osiedlu dla krasnoludków" - jak mówią o kontenerach - ludziom podoba się znacznie mniej. Płaczą albo piją, a najgorzej jest na początku miesiąca, gdy MOPS wypłaca zasiłki - wtedy policja i pogotowie przyjeżdżają do niektórych po pięć razy na dobę. Syreny mieszają się z krzykiem i płaczem garstki dzieci, z których najmniejsze ma tylko półtora roku. - Staramy się jakoś odseparować od menelarni - nieskorzy do awantur szepczą cicho, bo wszystko słychać przez blaszane ścianki kontenerów.

Zbigniewowi (63 lata) jako samotnemu przysługuje tylko 10,5 metra. Żeby zmieścić meble, musiał obciąć szafki piłą, gotuje na małej płycie elektrycznej, którą upchnął w miniaturowej toalecie tuż przy kabinie prysznica. - To nie jest mieszkanie dla biednych! Ogrzewanie działa na prąd, prawie 200 zł, kaloryfery na pół gwizdka, a za wodę i ścieki ostatnio przyszło po 170 zł niedopłaty na osobę. Dobrze, że czynsz mam niski, 40 zł - mówi mężczyzna. Jest inwalidą II grupy, żyje za 444 zł renty. W wakacje przez dwa tygodnie gościł u siebie córkę i wnuczkę z Wrocławia. Gdy rozłożyli wersalkę, zabrakło przejścia: - Ona spały wzdłuż, a ja w poprzek. Wspomina, jak wnuczka pocieszała go: - Dziadku, mógłbyś na śmietniku mieszkać, a ja i tak cię kocham!

Młodszy sąsiad Zbigniewa wykleił okna specjalną siatką z motywami fantasy, w kolejnym kontenerze mieszka siedem psów i troje ludzi (biegają po całym osiedlu pod tabliczkami z zakazem wyprowadzania psów).

Z kontenera Moniki (28 lat), która spieszy się do pracy przy kasie w sklepie, dobiega radosna muzyka z wieży. Z mężem i siedmioletnią córeczką eksmitował ich kamienicznik, bo nie płacili czynszu, który podniósł na 900 zł. Pod daszkiem przy wejściu Monika powiesiła bambusową kołatkę na szczęście. Małe zaczepy, na których wiszą obrazki, musieli wkręcić w szparach paneli z blachy, bo regulamin zabrania dziurawienia ścian. - Własne karnisze też są nielegalne, anteny satelitarne również. To jest puszka cieknąca wodą, która skrapla się wszędzie! - opisuje kobieta.

W kontenerze 101 N Józef Simka (60 lat) z suczka Teklą gotują pomidorową i jak zwykle będą chcieli poczęstować 82-letnią sąsiadkę, która chodzi w pustawym kontenerze za nieosłoniętą szybą, bez kontaktu, niczym samotna rybka w akwarium. - Janina zdziwaczała. Nie otwiera nikomu, nie chce firanek, herbatę pije tylko, jak się przez pół godziny odpuści wodę z kranu, a zupy i tak nie zje, bo powie, że jest za kwaśna - tłumaczy Józef, który firanki przekornie ma kolorowe. Ale na satelitę już go nie stać, więc przy drzwiach umocował zwykłą siatkę i łapie za darmo 1, 2 Program TVP, Polsat i TVN.

101 K to kontener Alicji (60 lat), która przed wejściem ma pluszowy fotel, ale płacze z rozpaczy, bo w październiku urzędnicy po roku wypowiedzieli jej i mężowi umowę. - Mają nas eksmitować z kontenera, bo zajmujemy go bez tytułu prawnego - emerytura męża to 1800 zł, więc na głowę przekracza normę socjalną. A my utrzymujemy w dwójkę dwóch rozwiedzionych synów, rozwiedzioną córkę i pięcioro wnuczków! - Alicja nie potrafi opanować szlochu. Mąż Mirosław pracował na kopalni, potem ich zakładowy blok kupił biznesmen i podniósł opłaty, wynajmowali w prywatnej kamienicy, ale i tam czynsz podskoczył do 800 zł. Od wilgoci w kontenerze Alicji zgniły wszystkie ubrania na dolnych półkach, a w nocy gasi światło i łapie prusaki. - Dokąd my pójdziemy? Co z nami będzie?! Jak mamy dalej żyć, panie prezydencie?! - płacze kobieta.

Sąsiad Alicji wystawił latem przed kontener stół i krzesła, żeby można posiedzieć, ale niedawno administracja wyrzuciła wszystko na śmietnik, bo ma być porządek. Andrzej (54 lata) się z tym nie zgadza i wzdłuż chodnika układa szarobiałe kamyczki. Obrazki na blaszanych ścianach przytwierdził magnesami, a przed kontenerem 101 H wbił w ziemię plastikowe choinki świąteczne i malutkie ogrodowe krasnale. W czerwonych czapeczkach stoją przy różowej granulowanej trutce na nornice, które podkopują się pod podłogę. Z żoną się rozwiedli, bo mają różne plany: ona się wyprowadza, a Andrzej chce zostać. - Pasuje mi przestrzeń i wolność - mówi, szarpiąc za drzwi 34-letniego sąsiada, którego kontener mieszkalny nie ma już szyby, bo do okna pukali koledzy, ani zamka.

Sąsiad bez szyby jako jedyny na całym osiedlu nie ma problemu z pleśnią, grzybem i wilgocią, która kapie z futryn i cieknie po ścianach z blachy.

Najbardziej cieknie pod trójką, gdzie mieszka półtoraroczny Borys z pogryzionym policzkiem. Dziecku nie może być zimno, więc nie da się wietrzyć ani zakręcić kaloryfera, a oddychać przecież trzeba. Za to przed kontenerem chłopczyk ma osobistą huśtawkę, którą od reszty terenu odgradza gustowny drewniany płotek. Wujek pomalował go żółtą farbą, żeby było radośniej. - Huśtawkę kazali nam schować. Gdzie ja ją schowam, jak od wilgoci w kontenerze zgniły nam już wózek i nosidełko Boryska? - denerwuje się mama chłopca Roxana (19 lat). - Nie wytrzymam tu ani chwili dłużej. Marzymy o tym, żeby wynieść się jak najdalej! Dokąd? Dokąd oczy poniosą. Byle gdzie. Byle daleko od tych wstrętnych puszek! "

 

Źródło : Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

 

.