niedziela 17 grudnia 2017
CSR | OWES | Sieć Barka | BarkaUK | BarkaNL | BarkaIE | BarkaCA | BarkaIS | INISE | GU | Oferta

Przyszłość, której nie można zobaczyć

Wersja do wydrukuWyślij znajomym
Razigi Kometi and his occupational therapist Andrew Maina walk down the mud path

Tekst: Danielle Batist, Street News Service
Zdjęcia: Simon Murphy

9 lipca Południowy Sudan oddzieli się od północy, stając się najmłodszym państwem świata. Po latach krwawej wojny domowej, która pozostawiła po sobie 2 miliony zabitych, południowcy przygotowują się do życia w niepodległym kraju. Kraju, którego niektórzy nie będą w stanie zobaczyć.

Do chaty rodziny Kometich wiedzie poryta koleinami droga, przecinająca wysoką trawę i wybujałe zielsko po obu stronach. Zwłaszcza w czasie pory deszczowej dotrzeć do domostw położonych około 10 kilometrów od głównej drogi, to prawdziwe wyzwanie. Krążą tu opowiadania o pracownikach organizacji humanitarnych, którzy utknęli w błocie w swoich samochodach na całą noc, podczas gdy hieny krążyły tuż obok w buszu. A jednak to wszystko nie powstrzymuje Andrew Maina od przyjeżdżania tutaj co najmniej dwa razy w tygodniu. Ma ważny powód, jak mówi, i podejmie się wyprawy bez względu na niebezpieczeństwo, nawet gdyby był zmuszony iść pieszo.

W opustoszałej osadzie wszystko się wyjaśnia. Maina podchodzi do jednej z dwóch chat i klęka na wprost wejścia. Jego głos jest łagodny, gdy mówi: "Razigi, jesteś tam?" Kilka sekund później, u wejścia pojawia się nieśmiały trzynastoletni chłopiec. Ma na sobie wyblakłą żółtą koszulkę, podartą z jednej strony oraz szare spodnie z przezierającymi dziurami. Stąpając bosymi stopami, wolno wychodzi na zewnątrz, jedną rękę przesuwa wzdłuż słomianego dachu, w drugiej ściska bambusowy kij. Oczy chłopca są szkliste i pozbawione życia, a Maina wyjaśnia, że Razigi Kometi jest niewidomy.

Maina bierze chłopca za rękę i prowadzi do zadaszonej kuchni w kącie osady. Siadają na drewnianych stołkach, a Maina kładzie długopis na sporządzonym z bambusa stole. Prosi, by Razigi odszukał przedmiot i chłopiec kładzie rękę na stole, macając powierzchnię, dopóki nie natrafi na długopis. Podnosi go, bada obiema rękami i po raz pierwszy mówi: "Długopis".

Takie proste ćwiczenie jak to, wyjaśnia później Maina, ma wielkie znaczenie dla przyszłości Razigi'ego. "On musi nauczyć się podstawowych umiejętności, by chronić siebie przed urazami. Uczymy go takich sposobów, jak badanie powierzchni spodnią stroną dłoni zanim coś chwyci, tak by nie skaleczył sobie palców. Bezpieczeństwo jest naszym priorytetem, jednak nasze największe zadanie to przywrócenie chłopcu pewności siebie.

Wojna wywarła duży wpływ na jego młode życie. Razigi dorastał w małej wiosce o nazwie Lui, w jednym z najbiedniejszych regionów rozdartego wojną południowego Sudanu. Jego wczesne dzieciństwo zostało naznaczone konfliktem między przeważającym na północy islamem, a dominującymi na południu katolicyzmem i religiami plemiennymi, kiedy to armia rządowa i rebelianci z Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu (SPLA) walczyli w czymś, co okazało się być najdłuższą wojną domową w historii Afryki. Pokojowe porozumienie zostało podpisane w 2005 roku, kiedy Razigi miał 7 lat, a jego matka żywiła nadzieję, że koniec wojny oznacza nowy początek dla niej i jej ośmiorga dzieci.

Jednakże, jak tysiące innych osób, nieszczęście znów ich dotknęło, gdy Razigi i jego matka zostali ukąszeni przez meszkę i zapadli na chorobę zwaną onchocerkozą lub inaczej ślepotą rzeczną. Zarażonych zostało ponad 37 milionów, a 99% przypadków odnotowano w biednych afrykańskich społecznościach. Choroba powoduje zmiany na skórze i uszkodzenia oczu, a w skrajnych przypadkach pozbawia ludzi wzroku. Jeśli zostanie rozpoznana i leczona w odpowiednim czasie, ślepoty można uniknąć. Jednak punkt medyczny w tym regionie był w wysokim stopniu niedofinansowany, a żadne lekarstwo nie było dostępne. Zanim koledzy Maina z południowo-sudańskiej organizacji charytatywnej na rzecz niepełnosprawności SEM (The Sudan Evangelical Mission) skontaktowali się z rodziną Kometich, oczy Razigi'ego i Mary uległy nieodwracalnemu uszkodzeniu.

"To ukryci spadkobiercy wojny domowej", mówi Maina. "Kiedy ludzie myślą o ofiarach wojny, często wyobrażają sobie rany postrzałowe lub okaleczenia spowodowane wybuchem min. Nie myślą o tych wszystkich ludziach, których chorobom i śmierci można by zapobiec, gdyby tylko był dostęp do odpowiedniego leczenia. Wojna zatrzymała tutaj prawie cały rozwój. Wiele przypadków inwalidztwa wynika wprost z braku zaplecza medycznego w czasie trwania i po zakończeniu wojny".

Szacunkowo 3,2% populacji południowego Sudanu jest niewidoma, a to wyjątkowo wysoki wskaźnik, nawet jak na Afrykę. Wiele przypadków jest spowodowanych przez infekcje pasożytnicze, którym można by często zapobiec. SEM, wsparte przez katolicką agencję pomocową Caritas Szkocja, przyszło z pomocą 6,500 ludzi z terenów wiejskich w trzech prowincjach.

"Czynnikiem, który komplikuje sytuację w Sudanie jest obecna u wielu ludzi trauma wojenna", wyjaśnia Maina, który jest terapeutą zajęciowym. W stanie Ekwatoria Zachodnia jego młodzi pacjenci cierpią z powodu niepokoju, lęku przed hałasem i nagłymi ruchami oraz na skutek wysokiego poziomu stresu. To wszystko tym bardziej mobilizuje Maina do pracy.

W domostwie Kometich, wysiłki grupy z SEM-u, długie godziny cierpliwych ćwiczeń powoli stają się widoczne. Na pytanie Maina o to, co Razigi osiągnął od jego ostatniej wizyty, chłopiec nieśmiało odpowiada: "Zeszłego wieczoru sam sobie uprałem ubrania". "Bardzo dobrze, bardzo dobrze", odpowiada Maina, szeroko się uśmiechając. "To kamień milowy", mówi do swoich kolegów, gdy Razigi wszedł już do chaty.

Ćwiczenia w orientacji i poruszaniu się mają ogromne znaczenie dla rozwoju osób niewidomych, a wsparcie rodziny i krewnych jest niezbędne. Maina i jego towarzysze chcą bliżej współpracować z matką Razigi'ego, ucząc ją umiejętności, które wspomogłyby ja samą i jej syna, ale brak środków oznacza, że ich uwaga musi na razie się skupić na dziecku. Kiedy terapeutów nie ma na miejscu, pomaga mieszkająca wraz z rodziną ciotka.

Wraz z niepodległością, którą mają w zasięgu ręki, wielu Sudańczyków z południa żywi wielkie nadzieje, co do przyszłości nowego państwa. Wbrew trwającym sporom o ziemię i ropę naftową na terenach przygranicznych, prezydent Południowego Sudanu zdecydowanie chce uniknąć jakichkolwiek działań, które mogłyby narazić na niebezpieczeństwo trwałość niepodległości. Jego partia SPLM (Ludowy Ruch Wyzwolenia Sudanu, polityczne ramię SPLA) obiecała demokratyczne rządy i rozwój, ale wyzwań jest przytłaczająco wiele. Opublikowany przez Bank Światowy w 2010 roku raport stwierdza, że 85% obywateli Południowego Sudanu żyje poniżej granicy ubóstwa, natomiast na północy wskaźnik ten wynosi 46%. Średnia długość życia w całym kraju wynosi 58,5 lat, ale niesprawiedliwa dystrybucja dóbr i wynikający z tego brak postępu na południu oznacza, że w młodym państwie rzeczywiste statystyki przedstawiają się jeszcze czarniej.

W kraju, który musi zacząć od zera na każdym polu, do odpowiedniego wsparcia ze strony rządu jest jeszcze daleka droga. W międzyczasie organizacje charytatywne i kościoły czynią małe kroki, by poprawić życie osób najbardziej narażonych na niebezpieczeństwo niedostatku pomocy. Przy odrobinie szczęścia, w przyszłym roku wiejska szkoła w Lui będzie mogła być może nauczyć Razigi'ego podstaw pisma Braille'a. Jeden nauczyciel już wyraził zainteresowanie i SEM poszukuje możliwości sfinansowania szkolenia. Działacze mają również nadzieję na zakupienie specjalnych zabawek i przyborów, jak na przykład piłki z dzwonkiem w środku. Futbol był ulubionym sportem Razigi'ego.

Za dwiema glinianymi chatami, które stanowią przestrzeń życia rodziny Kometich znajduje się wąska ścieżka. Ma tylko kilkaset metrów długości, ale kiedy Razigi stracił wzrok, stała się ona dla niego bezkresna. Na końcu ścieżki mieszka jeden z jego dwóch przyjaciół. Dotąd Razigi znał tę ścieżkę jak własną kieszeń, ale teraz bez zdolności widzenia, boi się opuszczać teren domostwa. Na zakończenie każdej wizyty, Maina i Razigi wchodzą na ten szlak razem. Razigi idzie pierwszy, dotykając kijem trawy po prawej i lewej stronie, by wiedział, że trzyma się ścieżki. Liczy kroki dopóki nie dojdzie do liczby, na której skończył ostatnim razem. Wtedy Maina kładzie dłoń na jego ramieniu, łagodnie zachęcając, by zanim się odwróci, zrobił jeszcze kilka kroków. Obaj mają nadzieję dotrzeć do końca ścieżki za kilka miesięcy.

Aby przekazać darowiznę wspierającą pracę Caritasu w Sudanie i na świecie, wejdź na stronę : www.caritas.pl,  lub zadzwoń pod numer +48 22 3348500, +48 22 3348585.

 

SIDEBAR 1:

Trudna przeszłość Sudanu

W latach 1899-1956 Sudan znajdował się pod panowaniem brytyjsko-egipskim. Północ i południe były oddzielone od siebie do roku 1946. W tym okresie rozwój w przeważającej mierze zogniskowany był na północy, podczas gdy południowe stany i peryferia, łącznie z Darfurem, były politycznie i ekonomicznie marginalizowane. Kiedy kraj zyskał niepodległość, rząd islamski na północy nie zaprzestał lekceważenia chrześcijańskiego i animistycznego południa, doprowadzając do pierwszej wojny domowej, która pochłonęła pół miliona ludzkich istnień.

Tymczasowy pokój został zawarty w 1972 roku, ale walki wybuchły znowu w roku 1983. Druga sudańska wojna domowa zakończyła się w 2005 roku, przechodząc do historii jako najdłuższa i najkrwawsza wojna domowa Afryki. Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych w konflikcie zginęło 2 miliony ludzi, a ponad 4 miliony zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.

Częścią pokojowego porozumienia zawartego 2005 roku była obietnica referendum na temat oddzielenia południa, co miało miejsce w styczniu bieżącego roku. Prawie 99% głosujących opowiedziało się za niezależnością. 9 lipca największy kraj Afryki podzieli się na dwie części. Salva Kirr, przywódca dawnych rebeliantów z Ludowego Ruchu Wyzwolenia Sudanu (SPLAM), zostanie pierwszym prezydentem Republiki Południowego Sudanu.

 

SIDEBAR 2:

Drugi Darfur?

Mające prowadzić do uzyskania niepodległości pokojowe referendum, nie przewidziało, że konflikt wybuchnie w ostatnich tygodniach na nowo. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy ponad 360 tysięcy ludzi zostało wysiedlonych z Sudanu, z czego ponad połowa w ostatnim miesiącu. Najcięższe walki koncentrują się w trzech najzasobniejszych w ropę przygranicznych terenach, o które toczy się spór od czasu podpisania w 2005 roku północno-południowego porozumienia: w Abyei oraz stanach Nil Błękitny i Kordofan Południowy.

Rząd Północy rozmieścił siły swojej armii (Sudan Armed Forces, SAF) w przygranicznych stanach. 21 maja oddziały te weszły do Abyei, co było, jak twierdzą, odpowiedzią na atak przeprowadzony przez grupę rebeliantów SPLA z południa przeciw konwojowi SAF, w którym zginęło 22 żołnierzy SAF-u. Abyei było kluczowym polem walki podczas wojny domowej i dla obu stron ma ono symboliczne znaczenie. Większość jego mieszkańców chce stać się częścią południa, zostali oni jednak wyłączeni z głosowania w styczniowym referendum.

Prezydent Sudanu Omar al-Bashir, zagroził blokadą rurociągu eksportującego ropę z południa do portu na północy. Bliskie stania się autonomicznym południe, czerpie 99% swoich dochodów z ropy, ale jest w tym uzależnione od rurociągu eksportowego północy. Chartum domaga się, by południe nadal dzieliło się dochodami lub uiszczało opłatę tranzytową od każdej eksportowanej baryłki. Obecnie południowy Sudan dzieli się zyskami z północą po równo, chociaż wydobycie wynosi 80%. Z Abyei pochodzi 75% z 500 tysięcy baryłek ropy wydobywanej dziennie w kraju.

Tymczasem działacze organizacji humanitarnych z Kordofanu Południowego donoszą o działaniach prześladowczych na tle etnicznym skierowanych w przeważającej mierze w Afrykanów z Gór Nubijskich. Naoczni świadkowie z lokalnych kościołów i organizacji charytatywnych informują o wzrastającej przemocy i przestrzegają przed "nowym Darfurem", kiedy to ponad 200 tysięcy ludzi w zachodnim Sudanie było systematycznie mordowanych przez siły Chartumu, a co najmniej 2 miliony straciło dach nad głową. Ponad 75 tysięcy ludzi uciekło przed walkami w Południowym Kordofanie i należy się spodziewać, że liczba ta wzrośnie do setek tysięcy. ONZ donosi, że "kwestia bezpieczeństwa stale się pogarsza".

Działające na tym terenie międzynarodowe organizacje pozarządowe ewakuują swoich pracowników, w miarę jak narasta kryzys humanitarny. Jak dotąd, 10 tysięcy osób szukało schronienia w obozach Misji Narodów Zjednoczonych w Sudanie (UNMIS) w stolicy stanu Kaguli. Amerykańska przedstawicielka Rady Bezpieczeństwa ONZ, Susan Rice powiedziała 20 czerwca: "Sytuacja w Sudanie stwarza poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa i ochrony mieszkańców Sudanu, jak również dla pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego".

Do aktów przemocy zaczęło dochodzić na początku czerwca, kiedy rząd rozpoczął demilitaryzację rebeliantów. Chociaż prowincja pozostanie częścią północy, to jednak mieszka tam, zwłaszcza w Górach Nubijskich, wiele wspólnot, które popierają południe i które walczyły w oddziałach SPLA podczas wojny. Teraz znaleźli się po niewłaściwej stronie granicy w odniesieniu do dawnych towarzyszy i opierają się naleganiu, by złożyli broń przed siłami północy, które uważają za wrogie. Chartum zapowiedział, że nie będzie tolerował istnienia dwóch armii w obrębie swoich granic. Nubijscy działacze podkreślają, że to nie jest konflikt między północą a południem, ale walka w obronie podstawowych praw i stylu życia, który wybrali.

 

.